Nie zawsze wymarzone ekspatriacje południowoamerykańskich naukowców

Wyjazd często kojarzy się ze spotkaniem z inną kulturą. Dla niektórych to również poświęcenie. Czasopismo naukowe „Nature” oddaje głos naukowcom z Ameryki Południowej, którzy wszyscy napotkali na swojej drodze wyzwania.
Kiedy Mario, ekwadorski badacz, postanowił przeprowadzić się do Szwecji, kierował się głównie wygodą i faktem, że mieszkała tam jego siostra, ale także tym, że w jego kraju zrobiło się niebezpiecznie z powodu niekontrolowanej przestępczości.
Zdeterminowany, by się dopasować, rzucił się w wir pracy analityka danych na Uniwersytecie w Linköping. Otwarcie przyznaje: „Nie jestem zbyt dobry w zarządzaniu życiem zawodowym i osobistym. Przepracowałem się tak bardzo, że pamiętam dokładnie moment, w którym się wypaliłem: 17 lutego o 20:00. […] W chwili, gdy się załamałem, po 35 godzinach bez snu, miałem wrażenie, jakby mój umysł rozszczepił się na dwie części” – wyjaśnia mężczyzna, który postanowił nadać swojej pracy priorytet i teraz wie, jak rozpoznać ostrzegawcze sygnały przepracowania.
Ten problem ze zdrowiem psychicznym dotknął również Carolinę, Brazylijkę mieszkającą w Pensylwanii. Przybywając samotnie do Stanów Zjednoczonych w 2022 roku, gdy jej mąż tymczasowo przebywał w Brazylii, przyciągnęły ją lepsze warunki pracy i prowadzenia badań. Jednak ta biolog szybko napotkała trudności z powodu „bariery językowej”, wyjaśnia. „Kiedy pierwszy raz poszłam do lekarza, nie potrafiłam dokładnie opisać, co mi dolega. To było okropne”.
Ta sytuacja, w połączeniu z syndromem oszusta, który dotyka wielu badaczy, skłoniła ją do podjęcia decyzji o konsultacjach z terapeutą.
„Wybrałam terapeutę z Brazylii, kogoś, kto nie tylko mówił moim językiem, ale także rozumiał moje pochodzenie”.
Dla Marii del Mar Quirogi wykorzenienie było brutalne. Argentyńczyk ostrzega od razu: ekspatriacja „to wyzwanie. […] Trzeba zrezygnować z wielu rzeczy, takich jak przyjaźnie czy kultura”.
Początkowo wyjechała do Stanów Zjednoczonych, aby ukończyć doktorat, gdzie poznała swojego przyszłego męża, obywatela Australii. Szybko postanowili przeprowadzić się do Melbourne, gdzie dostała posadę na uniwersytecie.
Maria zapisała się na zajęcia jogi, ale nie potrafiła nawiązać przyjaźni z Australijczykami. „Było jeszcze trudniej, gdy zostaliśmy rodzicami ” – wyjaśnia badaczka . „Pierwsze miesiące wychowywania dziecka bez żadnego wsparcia były naprawdę trudne”.
Następnie skontaktowała się ze społecznością argentyńską, która ją uspokoiła, i postanowiła podjąć konkretne działania, takie jak „robienie na drutach i szydełkowanie, ponieważ, w przeciwieństwie do badań, istnieje możliwość natychmiastowego postępu. Robisz coś namacalnego i masz poczucie, że wypełniłeś swój obowiązek”.